Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Moje zwierzaki.
#31
Nasz kot Brexit zaczyna lubić auto, bo zaczął sam wskakiwać do auto i jadąc na zakupy musi teraz Agafia sprawdzać, że w samochodzie nie ma kota. Z psami mieliśmy podobnie, że początkowo nie lubiły, a później same się do auta pchały. Poza Witusiem, bo on od razu pchał się do auta i nie chciał wychodzić z niego.
Poza tym Brexit rozumie kilka słów po polsku, lubi łazić po drzewach i jest dumny ze swojego dzwoneczka.
Odpowiedz
#32
W ostatni weekend, jak bylismy w BB, moje dzieci przeprowadzily akcje ratowania myszy.
Syn przylapal kota sasiadow, ktory uzurpuje sobie nasz ogrod jako swoj rewir, na tym, jak maltretowal mysz, czyli sie nia bawil.
Ja przeganiam tego kocura, bo ten poluje na wszystko co sie rusza, oczywiscie tez na ptaki. Tej bialej kotki, ktora tez przychodzi , jeszcze nigdy nie widzialam, zeby polowala, wiec ma u nas azyl. Ona przychodzi wylacznie w celach towarzyskich i na przytulanie.

No wiec syn przegonil kocura, a mysz sie ulotnila. Ale kwadrans pozniej syn znow widzi kota w ogrodzie, wpatrujacego sie tym razem w nisze pod oknem piwnicznym.
Jak sam tam spojrzal, to okazalo sie, ze siedzi tam mysz, pewnie ta sama, co przedtem. Przypadkiem nie wpadla, musiala sie niezle wciskac, zeby sie tam dostac, bo nad otworem lezy gesta siatka, zeby sie to wlasnie nie zdarzalo. Ale znalazla widac jakas szpare, pewnie uciekajac przed kotem.
Poniewaz sama nie miala szans stamtad wylezc, to trzeba bylo pomoc. W miedzyczasie mysz zostala zaopatrzona w jedzenie i kawalek galezi jako dach nad glowa. Chyba sie to jej spodobalo, no na jedzonko sie rzucila, wiec byla widac nieuszkodzona.
Poniewaz syn informowal nas caly czas przez rodzinna grupe w whatsup, co sie dzieje, to corka pojechal ekstra do niego, zeby byc przy akcji.
Dzieci byly podekscytowane jak kiedys, kiedy tez uwalniali mysz z podobnego miejsca u sasiadow. Widac przypomnialo im sie dziecinstwo. Mieli wtedy moze cos w okolicach 10 - 11 lat. Zwabili wtedy mysz jedzeniem do opuszczonego na sznurku kartonu po butach, zeby ja z tej wneki wyciagnac, bo innego dostepu nie mieli. I ta mysz (okazala sie myszorem) zamieszkala wtedy na 2 lata swojego zywota u nas w domu (a wiec dozyla podeszlego wieku). Oswoila sie i nawet wypuszczalismy ja na mieszkanie do pobiegania. Czasem wspinala sie mi po nogawce spodni, jak siedzialam przy biurku.

No wiec ja tym razem zapowiedzialam, ze maja mysz wypuscic na wolnosc (na wszelki wypadek, bo stara klatka jeszcze stoi w ogrodowej altance). Nie mam teraz glowy ani czasu na zadne zwierzaki w domu.
Wyciaganie myszy z wneki bylo tym razem latwiejsze,  bo przez okno w piwnicy u nas w domu.
Jak przyjechalam do domu, to oni najpierw mnie nabrali, mowiac, ze pokaza mi teraz ta mysz.
No ale w rzeczywistosci wypuscili ja na lake.
Odpowiedz
#33
Super akcja! Smile Kiedy byłem dzieckiem to miałem tylko rybki i dwie myszki. Żadnych innych zwierzaków. Myszki są bardzo ładne i miłe. Jeśli da im się coś do gryzienia i zabawy to nie niszczą niczego.
Ale popatrzcie jak to przyzwyczajono nas mówić, że kot "bawi się z myszką"... - A on nie "bawi się", on okropnie znęca się nad myszką i wcale nie z głodu. Ciekawe jakby naszym dzieciakom dać wiatrówki żeby "pobawiły się" z kotami sąsiadów... Sad

A nasz Brexit natychmiast w samochodzie zasnął i spał jak zabity do samej Warszawy. Może to przez pogodę, bo było pochmurno i siąpiło takim drobnym kapuśniaczkiem. My mieliśmy kawę w termosie, a on ani razu się nie obudził, chociaż zwykle budzi się kiedy robimy na jakimś parkingu przerwę na papierosa i sikanko Witusia. Obudził się dopiero pod samym domem i zaczął pomiałkiwać, bo siku mu się chciało. - Widać, że dorośleje. Smile
Odpowiedz
#34
Brexit ma widac zdolnosc uczenia sie. Zalapal juz, jak to jest z tymi jazdami i ze trzeba sie jakos z tym zaaranzowac, bo ma to nie tylko nudne strony. Na koncu podrozy czeka zawsze jakas odmiana.

Z kotami polujacymi to ciezka sprawa. Dobrze, ze zaopatrzyliscie Brexita w dzwonek.
Chyba juz kiedys pisalam, ze my raz odchowalismy wrobla, ktorego kot sasiadow przyniosl jako pisklaka do domu i wlozyl do swojej miski!!!

Tak wygladal, jak go dostalismy:

[Obrazek: 56815922_370914650431501_363309611967368...e=5D3FB413]

Potem podrosl i uczylismy go fruwac (tu u mnie w biurze uczyl sie celowac, gdzie by przysiasc):
[Obrazek: 56775618_370915903764709_534721120666071...e=5D42899F]

 oraz zycia poza domem, az w koncu kiedys sie naumial i  jak polecial, to juz nie wrocil.
[Obrazek: 56830168_370915057098127_793235602073767...e=5D3DC258]
Odpowiedz
#35
Super! My mieliśmy taką sikorkę i wilgę, ale sikorkę Tupek załatwił kiedy dostała już wolność i wróciła pożegnać się, a wilga trafiła do ZOO, bo za bardzo lubiła już ludzi. Sad
Odpowiedz
#36
Nasz Brexit znów wyszedł wieczorem i wrócił o 10-ej rano. Gdyby weterynarz nie obciął mu "dzwoneczków" to bym się nie dziwił, chociaż i tak miesiąc nie ten. Ale żeby kastrat tak znikał?!
Odpowiedz
#37
Miałem sześć kotów, ten jest siódmy. Z wcześniejszych pamiętam Garfilda i Teośkę dla których jazda samochodem była obojętna, lubiły gapić się przez okno i już kilka kilometrów przed domem wiedziały gdzie jesteśmy i ożywiały się. Pamiętam, że Pako całą drogę ziajał, miałczał i źle się czuł. Tupek też nie lubił jazdy i przez pół drogi miałczał tak dziwnie jakby wołał: Ojoj... ojojoj... Innych nie pamiętam, widocznie ani chwalić, ani współczuć trudno, zależało od humoru i nastroju kota. Brexit nie ma nic przeciwko jeździe. Czasem całą drogę śpi, czasem chce do Agafii na kolana i głaskanko i wtedy też śpi, albo udaje że śpi. Klatkę podczas jazdy ma otwartą i robi co chce. Często z kolan Agafii wraca do klatki na dalsze spanko. Widać, że jazda jest mu obojętna. Podobnie z szeleczkami i dzwoneczkami. Większość kotów mniej lub bardziej nie lubiła dzwoneczków i bardzo nie lubiła szeleczek, a Bexitowi jest to obojętne, może nawet nosi dzwoneczki z pewną dumą. Szeleczki są mu obojętne, ale mocno sierść mu zagniatają i dlatego mu nie zakładamy. Koty to indywidualiści i różnie na pewne rzeczy reagują. Ten kot akurat jest w tych sprawach bardzo porządny. Za to jest bardzo skoczny i sypia w najróżniejszych miejscach, nie chce spać w jednym i tym samym, wynajduje sobie najdziwniejsze miejsca i zawsze chce spać w nowym. Ma bardzo dużo temperamentu i w mieście bywa marudny jeśli nie zapewnimy mu odpowiednio dużo szalonej zabawy. Lubię koty, ale nikt z nas nie robi tylko tego co lubi, więc czasami musi jechać i musi być w mieście. Wink
Odpowiedz
#38
Dzisiaj myślałem o naszym psie Witusiu i o mnie. Przybiegł do mnie rano merdając ogonem i od razu uwalił się na grzbiet żeby podrapać go po klacie. Kiedy poszedłem na śniadanko, tto siedział z boku i czekał, kiedy najem się i dam mu smakołyka. Pottem znów głaskanko, czochranko i pobiegł poszukać swojej ulubionej "pańci". No a ja mam jeszcze umyć się, ogolić, obiecałem sobie napisać dzisiaj dwa pisma, Agafia prosiła żebym poczytał o brązowieniu liści różaneczników. Ja muszę płacić rachunki, kupować jedzenie, mam wiele różnych niespełnionych potrzeb.
- A on?...
On nic. On chce żeby go głaskać, czochrać i dawać smakołyki (poza zwykłymi chrupkami). On nie potrzebuje banków, emerytury, nie myśli o pieniądzach, tym bardziej o wyjeździe na "Kanary".
Nawet jeśliby w dachu była dziura, działka zarosła chwastami, a ja nie miałbym butów, to jemu to "lata"!
Mój pies nie ma problemów, a jego wszystkie zachcianki są spełniane.
- No to tego o sobie w żaden sposób powiedzieć nie mogę!
Ileż to musiałoby się w życiu wydarzyć, żeby wszystkie moje zachcianki i potrzeby były spełnione!
Praktycznie jest to niemożliwe i wynika z tego, że albo ja mam zbyt wiele potrzeb, albo Wituś ma lepsze życie ode mnie. To samo zresztą dotyczy Brexita będzwała.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości



Pokaż profil Wyślij prywatną wiadomość Wyślij e-mail Znajdź wszystkie posty Znajdź wszystkie wątki Opcje moderatora Opcje administratora